Wszystkie artykuły
Artykuł
14/5/2026

Case study: Rock’n’Fitness - kiedy muzyka staje się częścią biznesu

Zajęcia fitness z muzyką rockową w tle? Brzmi intrygująco? Karolina Majdan-Solecka – choreografka, showmanka i właścicielka stworzonej przez siebie marki Rock’n’Fitness – przybliża ten koncept, a także opowiada o legalnym wykorzystywaniu muzyki.

Jak wpadłaś na pomysł zajęć z muzyką gitarową?
Znajoma zasugerowała mi, że powinnam prowadzić zajęcia fitness do muzyki ludowej. To był sensowny pomysł, bo tańcem ludowym zajmuję się od lat, ale w tamtym czasie było go już trochę za dużo w moim życiu zawodowym. Rozmawiałyśmy o tym podczas domówki, w tle leciało rockowe radio i nagle doznałam olśnienia. Natychmiast napisałam do mojego męża: „Tomek, mam pomysł! Rock’n’Fitness!”. Następnego dnia zaczęłam pracować nad choreografią, kilka miesięcy później poprowadziłam pierwsze zajęcia, zgłosiłam projekt na festiwale, wydarzenia, do różnych instytucji, a także formalnie zadbałam o ochronę marki. Format świetnie się przyjął. Ta przygoda trwa już trzy lata.

fot. Paweł Jarosiewicz

Dlaczego rock?
Kocham ten gatunek, wychowałam się na nim, przemawia do mnie jego ekspresja i dynamika. Dzielę tę pasję z moim mężem, który jest muzykiem, gra mocnego rocka, właściwie metal alternatywny (Tomasz Solecki jest basistą zespołu SYMPTONE oraz członkiem ZAiKS-u – przyp. red.). Razem jeździmy na koncerty i festiwale. Uwielbiam tańczyć do tej muzyki, bo jest na tyle energetyczna i różnorodna, że doskonale można oddać to choreografią. Organizując zajęcia, warsztaty, czy większe wydarzenia, takie jak Maraton Rock’n’Fitness, i łącząc mocne rockowe brzmienia gitary, basu i perkusji, z intensywnym treningiem cardio, dostaje się taką dawkę endorfin, że trudno ustać w miejscu!

A jak traktują muzykę uczestnicy twoich zajęć?
Bardzo aktywnie! Sami podsyłają mi numery, do których chcą poćwiczyć, więc współtworzą playlistę. Jeśli jakaś piosenka od razu mi „siądzie”, natychmiast wymyślam do niej kroki.

Jak wyglądają zajęcia?
Na początku miałam obawy, że uczestnicy pomyślą, że będę prowadzić ciężkie ćwiczenia siłowe. Dzisiaj nazywają je „hardcorową zumbą”. Zaczynamy od rozgrzewki, żeby przygotować ciało, by działało jak dobrze nastrojony instrument, a potem przechodzimy do głównej choreografii. Staram się układać ją tak, aby zawierała powtarzalne elementy, żeby uczestnicy mogli szybko złapać rytm i kroki. Na koniec puszczam balladę na uspokojenie.

Co twoim zdaniem, oprócz muzyki, odróżnia te zajęcia od innych tanecznych?
Kocham scenę i myślę, że ludzie wyczuwają moją autentyczność. Nie czułabym się dobrze, gdybym prowadziła zajęcia do muzyki, która mi nie odpowiada. Wydaje mi się, że to, iż jestem w tej muzyce prawdziwa i czuję ją całą sobą, przyciąga ludzi, których pozytywnie zarażam swoją energią i pasją.

Jak wybierasz utwory do swoich zajęć i Maratonu Rock’n’Fitness?
Gdy spodoba mi się jakiś kawałek, od razu widzę choreografię, czuję ją w nogach, a potem w ciele. Tworzę układ, podkręcam go i dopracowuję. Nie ograniczam się tylko do znanych zagranicznych hitów. Lubię pracować też z polskimi kawałkami i otwierać ludzi na muzykę lokalnych zespołów.

Dbasz o to, by odtwarzana muzyka była legalna?
Jako organizatorka i choreografka wychodzę z założenia, że każdy powinien dostać pieniądze za swoją pracę, dlatego od lat opłacam licencję ZAiKS-u. Widzę, ile energii i czasu mój mąż poświęca na tworzenie muzyki i nagrywanie płyt. Wiem też, że wynagrodzenia twórców często są niewielkie, szczególnie na początku kariery. Wszyscy korzystamy z tej muzyki podczas zajęć, ćwiczymy przy niej i czerpiemy z niej energię, dlatego trzeba pamiętać o tym, że twórcom należy się wynagrodzenie za ich ciężką pracę. Natomiast jeżeli chodzi o kwestie organizacyjne związane z ZAiKS-em – mam bardzo pomocnego i wyrozumiałego opiekuna. Wszystko załatwia się od ręki – dzwonię, informuję o wydarzeniu, przewidywanej liczbie uczestników, terminie i miejscu, a później dostaję umowę przygotowaną do podpisania i opłacenia.

Jaką radę dałabyś osobom, które organizują wydarzenia na taką skalę, jak Maraton Rock’n’Fitness?
Jeśli chodzi o wykorzystanie muzyki, warto od razu zgłosić się do instytucji zajmujących się licencjami, by zadbać o legalną i jakościową muzykę na swoim evencie. Ja wykupuję licencję nie dlatego, by uniknąć konsekwencji finansowych, ale przede wszystkim po to, by wynagrodzić osoby, które tę muzykę tworzą. Dzięki temu też się nie stresuję! A to ważne, by jako organizator dużego przedsięwzięcia mieć pod kontrolą również swoje emocje. Polecam też dużo wcześniej przygotować sobie wszystkie niezbędne materiały, żeby nie robić niczego na ostatnią chwilę. Im wcześniej zaczniecie pracę nad wydarzeniem i jego promocją, tym większa szansa na sukces.

Jeśli zastanawiasz się, jak świadomie i odpowiedzialnie wdrożyć muzykę do swojego biznesu - skontaktuj się z nami. Pomożemy dobrać odpowiedni rodzaj licencji dopasowany do charakteru twojej działalności.

Podobne artykuły

powered by