Wszystkie artykuły
Artykuł
27/7/2026

Case study: Tekla - muzyka jest tu gospodarzem

Tekla Bądarzewska zapewne nie przypuszczała, że jej imię przetrwa nie tylko za sprawą fortepianowej Modlitwy dziewicy, ale także jako szyld kawiarni, w której muzyki słucha się z podobną uwagą, z jaką wybiera się ziarna i parzy kawę. Utwór warszawskiej kompozytorki zrobił w XIX wieku międzynarodową karierę, choć później dzielił krytyków i słuchaczy. Współczesna Tekla również nie próbuje gustów sprowadzić do wspólnego mianownika. Zamiast tego zachęca, żeby na chwilę się zatrzymać i posłuchać.

Jerzy Łabuda, ZAiKS i Łukasz Prokop, Tekla / fot. Paweł Jarosiewicz

Przy ulicy Andersa 13 na warszawskim Muranowie spotykają się kawa specialty, winyle, wystawy, książki, DJ sety i sąsiedzkie inicjatywy. Tekla jest kawiarnią prowadzoną przez Stowarzyszenie Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów, a zarazem przedsiębiorstwem społecznym i niewielkim centrum kultury. Od początku prezentuje prace malarzy, fotografów i ilustratorów, organizując średnio jeden wernisaż miesięcznie.

Najważniejsza pozostaje jednak atmosfera miejsca. Nie buduje jej wyłącznie wystrój ani stojący w sali sprzęt audio. Tworzą ją kolejne decyzje: którą płytę wyjąć z okładki, jak głośno ją zagrać, kiedy odwrócić winyl i czy pozwolić, żeby muzyka na czterdzieści minut przejęła kontrolę nad uwagą słuchaczy.

O tym, dlaczego winyl nie powinien być fetyszem, audiofilski absolutyzm bywa nudny, a dobra muzyka może pełnić w kawiarni funkcję gospodarza, rozmawiamy z Łukaszem Prokopem, prezesem Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów.

Najnowsza płyta, którą kupiłeś to…?
„Inédit ‘79” formacji Cortex. To jeden z tych zespołów, które przez lata były sekretem kolekcjonerów winyli – zbyt jazzowe dla fanów funku, zbyt funkowe dla jazzowych purystów, przez co przez dekady pozostawał w cieniu. Założyciel Alain Mion kupił XVIII-wieczne gospodarstwo w małej wiosce na wschód od Paryża i zamienił tamtejszy młyn w studio nagraniowe. Tak powstała płyta, która następnie przeleżała 25 lat – obecnie można kupić jej wznowienie. 

Muzyka nie jest u nas tylko ścianką. Jest gospodarzem, który nadaje rytm wizycie.
fot. Paweł Jarosiewicz

Tekla robi bardzo różne rzeczy: kawę, sesje odsłuchiwania winyli, DJ sety, wernisaże, spotkania autorskie. Co sprawia, że to wszystko nie rozpada się na osobne aktywności, tylko tworzy jedno miejsce z charakterem? Co „skleja” Teklę?
Teklę skleja uważność – wobec rodzaju obróbki kawy, brzmienia płyty, tekstu w książce. Każda z tych rzeczy wymaga zatrzymania się. To nie jest program kulturalny, to jest zaproszenie do pewnego trybu bycia. Można powiedzieć: „Nie robimy różnych rzeczy – robimy jedno, tylko w różnych formatach”.

Jaką rolę pełni muzyka w miejscu, które nie jest klubem, ale też nie jest zwykłą kawiarnią?
Muzyka u nas nie jest tylko ścianką – jest gospodarzem, który nadaje rytm wizycie. Można powiedzieć, że pełni funkcję, którą w innych miejscach pełni architektura albo oświetlenie: nie przykuwa uwagi, ale definiuje, jak się czujesz.

Czy winyle są u was tylko nośnikiem muzyki, czy też częścią filozofii miejsca?
Zdecydowanie filozofią, ale nie fetyszem. Winyl zmusza do wyboru – nie możesz puścić całej biblioteki na shuffle. Każde odwrócenie płyty to decyzja. To jest coś, co przenosi się na całą Teklę: tu się wybiera, tu się jest obecnym.

Jak Muranów wpływa na to, co gracie, kogo zapraszacie i jakie wydarzenia robicie?
Muranów to miejsce z bardzo wyraźną i mocną historią. Czy wpływa na nasze wybory? Trochę, ale nie jest to główne kryterium. Mimo to ja zawsze powtarzam, że artyści i twórcy związani z Muranowem mają u nas większe fory. 

Dobra kawa i dobra muzyka wymagają obecności, czasu i pewnej pokory wobec procesu.

Jak utrzymać balans między wyrafinowanym gustem, a otwartością/dostępnością dla wszystkich?
Nie chcemy być miejscem, do którego, żeby wejść trzeba się znać. Chcemy być miejscem, w którym możesz zacząć się poznawać. Dobry gust nie wymaga certyfikatu. Chociaż osobiście od początku Tekli jestem pod wrażeniem liczby muzycznych freaków, którzy do nas przychodzą. Zawsze miło być w swoim towarzystwie. 

Są w Tekli winyle i audiofilski sprzęt, ale robicie też playlistę na serwisie streamingowym. Co myślisz o roli jakości audio, kiedy jest ważna, a kiedy można odpuścić i cieszyć się muzyką?
Uważam, że audiofilski absolutyzm jest nudny. Jakość jest ważna, choć kiedy chcesz posłuchać jakiejś płyty na streamie w tramwaju – spoko, ale kiedy siadasz z ulubioną kawą i masz 40 minut – wtedy warto, żeby brzmiało dobrze. Ja nigdy nie czułem się dobrze w topowych salonach HI-FI. Luźne pół miliona wolałbym wydać na podróże, a dla siebie znaleźć kultowe konstrukcje ze złotej ery audio w dobrej cenie.

Dobra muzyka nie bierze się znikąd. Stoją za nią twórcy, wykonawcy, konkretne nagrania i czyjeś świadome decyzje.

Spotkałem cię jakiś czas temu na sesji odsłuchowej w warszawskim Music-Roomie. Co sądzisz o takim sposobie spędzania wolnego czasu? W Tekli zdaje się organizujesz też sesje uważniejszego słuchania…
To jest fantastyczna rzecz! Muzyka, która dociera do ciebie w tak perwersyjnie wyraźny sposób. To jest też lekcja uważności, dwie godziny skupienia na samej muzyce zaczyna być dla człowieka wyzwaniem. Zdarza nam się organizować odsłuchy, chociaż są to wydarzenia okazjonalne. Chciałabym to robić częściej i może to jakiś plan na przyszły sezon?

Czy dobra kawa i dobra muzyka wymagają podobnego rodzaju wrażliwości?
Tak, obie te rzeczy wymagają obecności, czasu i pewnej pokory wobec procesu. Dobra kawa jest wynikiem wielu decyzji, których nie widać – podobnie dobry zestaw muzyczny. Odbiorca nie musi tego wiedzieć, ale powinien poczuć.

W Tekli muzyka reguluje tempo, skupia uwagę i podpowiada, jak długo warto zostać przy stoliku. Być może właśnie dlatego winyl pasuje tu lepiej niż nieskończona playlista. Ma początek, koniec i moment, w którym trzeba wstać, podejść do gramofonu i odwrócić płytę. Ten prosty gest przypomina, że słuchanie nie musi być kolejną czynnością wykonywaną w tle.

W świecie nieustannego wyboru Tekla proponuje coś przewrotnie luksusowego – przez chwilę nie wybierać następnego utworu, następnego miejsca ani następnego bodźca, tylko usiąść z kawą i pozwolić wybranej płycie wybrzmieć do końca.

Tekst: Jerzy Łabuda

Podobne artykuły

powered by